Rozdział szósty (ciąg dalszy)
Próbuje się panoszyć w moim królestwie. A tak nie można! - odparłam wzburzona.
Ta sytuacja przytłaczała mnie już.
- Kocham ciebie. Nie mogę tak po prostu się odkochać - szepnął Harry.
- A ode mnie tego wymagałeś - stwierdziłam z wyrzutem.
- To nie tak. Miłość przyszłaby z czasem. Nie musisz od razu mnie kochać. Najważniejsze żebyś ze mną była.
- Nie możesz kogoś zmusić do kochania, wiesz?! To nie zgodne z prawami człowieka.
- Ciebie mogę. Jesteś tylko i wyłącznie moja. I zawsze byłaś.
- Słucham?
- To proste. Tomione, my jesteśmy sobie przeznaczeni. I musimy być razem. Tak jest zapisane w gwiazdach. Firenzo mi to powiedział.
- Będziemy razem... w twoim urojonym świecie! A ja należę do siebie samej! - krzyknęłam.
- Zamilcz!
- Bo co mi zrobisz? Możesz mi nakichać, Wybrańcu!
- Nie mów tak do mnie! Nauczę cię jak masz się odzywać do swoich panów!
- Tfu tfu. Panów... Hahaha...bardzo śmieszne...Hahaha...nawet mój tatuś nigdy mi nie rozkazuje...Hahaha...więc jesteś gorszy od Czarnego Pana...Hahaha...powiem mu o tym.
- Och, przymknij się już! Ron miał rację co do ciebie.
- Co ten rudy zdrajca o mnie mówił? - spytałam od niechcenia.
Tak naprawdę nie zależało mi na tym żeby poznać opinię jakiegoś kurczakożercy.
- Ron powiedział, że jesteś zła i sprawia ci przyjemność krzywdzenie ludzi. Niby masz przyjaciół i jesteś powszechnie lubiana, ale tak naprawdę to zależy ci tylko i wyłącznie na sobie. Swoich wrogów traktujesz jak śmieci choć sobie na to nie zasłużyli. Lubisz rządzić innymi, a każdego kto ma własne zdanie uznajesz za buntownika i zdrajcę. Odsuwasz się od niego. Tak nie może być! Musisz się zmienić nim będzie na to za późno!
- Wsadź sobie te rady i przemyślenia rudowłosego debila tam gdzie słońce nie dochodzi!
- Nie waż się mówić tak o moim najlepszym przyjacielu! - wydarł się na mnie Wybraniec-Niedojebaniec.
- Nie możesz mi tego zabronić, Harry. Przecież mnie kochasz... Nie chcesz mnie skrzywdzić - wyszeptałam.
Wiem, że to okrutne tak bawić się uczuciami drugiej osoby. Nie tak wychowali mnie ciocia Cyzia i wujek Lucjusz. Ale czasami sytuacja w której się znajdujesz tego wymaga. Żeby przeżyć, łamiesz wszystkie zasady.
- Tomione, Ty nie rozumiesz... - zaczął Potter łamiącym się głosem.
- To mi wytłumacz.
- Ja nie mogę żyć bez Ciebie. Jeśli nie możemy być razem... to wolę się zabić! Nie chcę być z nikim innym! I Ty też nie będziesz!
- Chcesz mnie zabić tylko dlatego, że Cię nie kocham? Widzisz, Harry, ja nie zabiłabym się nawet gdyby Draco zginął. Bardzo bym to przeżyła, to fakt, ale nie chcę umierać! W końcu bym do siebie doszła. Zapewne minęłoby co najmniej 10 lat, ale jednak...
- Jesteś samolubna - zarzucił mi syn Lily.
- Nie jestem, Harry. No może trochę. Ale każdy jest odrobinę samolubny. Nawet Ty czy Hermiona.
- Tak myślisz, Tomione? - odezwał się Potter.
Gryfon uspokoił się już.
- Ja to wiem, Harry - odparłam z uśmiechem.
- Tomione, kochanie, wybacz mi...
- Ale co? Nie rozumiem.
- To co zrobię teraz. Nie martw się, szybko do Ciebie dołączę.
- Ale o co chodzi? Harry, powiedz mi! - krzyknęłam rozpaczliwe.
Nie miałam pojęcia o czym on mówi. A ja nie lubię nie wiedzieć. To sprawia, że czuję się bezsilna. A słabość nie jest cechą, którą chcę posiadać. Mój tatuś gardziłby mną gdybym była słaba.
Potter nic nie powiedział. Nawet nie wiem kiedy w jego dłoni pojawiła się strzykawka z jakimś tajemniczym płynem. Wbił mi ją w szyję. Ostatnią rzeczą jaką zapamiętałam zanim pochłonęła mnie ciemność był szept Chłopca-Który-Przeżył.
- Tomione, wybacz mi... Kocham Cię!
****
Rozdział ten dedykuję Ereth i Kice.
Dziękuję Wam moje kochane! <3
Tomione